iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Danonowe przypadki

 Anka kupiła ostatnio danacol, nawet jej się opłaciło, bo wygrała płytę. Ślubny wziął wczoraj jeden do pracy. Dziś opowiedział Ance jak rozśmieszył kierownika: "Wziąłem do jednej ręki jabłko, do drugiej jogurt i mówię do niego: - Szefie flaszkę mam, zagrychę też, idziemy w kąt i pijemy."

Dzisiaj Anka kupiła znowu activię. Oczywiście przypomniała ślubnemu, że wieczka do zwrotu. Jak zrobiła mu kanapki do pracy i chciała zapakować też jogurt usłyszała: "Lepiej nie, znowu się zapomnę i co będzie. Zjem sobie w domu."

A przy okazji dwie stare historie związane z danio.

Otóż kiedyś zdarzyło się Ance wygrać czapkę z małym głodem. W czapce tej jakiś czas chodziła Nika. Później gdy już była na Nikę mała, wraz z resztą małych ubrań po dziewczynach, czapka trafiła do Wiki- siostrzenicy Anki. Wika uczęszczał wówczas do trzylatków, Nika do zerówki. Anka często odbierała obie dziewczyny z przedszkola. Z Wiką był wtedy taki kłopot, że często wracała do domu bez ubrania, lub w cudzym (bo się pochlapała i zdjęła a pani ubrała ją w jakieś leżące, innego dziecka). To nadprogramowe ubranie się prało, odnosiło do przedszkola i wykładało na ławce a zbierało ubranie Wiki zwrócone przez innego rodzica, lub wyłożone przez panie przedszkolanki po przyniesieniu z sali. Anka po pewnym czasie nabrała zwyczaju przeglądania tych rzeczy w poszukiwaniu czegoś znajomego. Gdy pewnego razu zobaczyła charakterystycznego Głoda nie zastanawiała się wiele tylko zebrała czapkę do torebki. Zaprowadzając Wikę do domu wręczyła swojej mamie czapkę. Mama spojrzła na czapkę, później na Ankę a potem na półkę i sięgnęła po identyczną czapkę leżącą na tej półce. Na drugi dzień Anka musiała czapkę odnieść do przedszkola. Właściwie to Anka do dziś zastanawia się skąd ta czapka się tam wzięła, bo na liści zwycięzców nie było nikogo więcej z tej miejscowości.

Innym razem Anka kupiła serek do promocji. Zasady były takie, że trzeba było się zarejestrować na stronie Danio i czekać na jego wizytę. Jeśli by wpadł z wizytą i  lodówce miałoby się serek dostawało się jakieś pieniądze (bodajże 1000 zł). Więc Anka kupiła Danio i jeszcze jakieś inne serki i jogurty. Danio schowała na samym dnie lodówki "za sałatąąąą" resztę zostawiła na wierzchu. Na drugi dzień okazało się, że wszystko jest tylko danio znikło. Okazało się że ślubny jakimś cudem je znalazł i oczywiście uznał, że skoro schowane to można go zjeść. Anka dopiero za dwa dni odkupiła serek. Oczywiście nie wygrała, ale co się nadenerwowała to jej.

Komentarzy: 0

Komentarze