iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Kilka słów o pisaniu wierszy.

 Sister była z córką u lekarza. Z pewnych względów zmieniała przychodnię. Lekarka spojrzała na nazwisko dziecka i pyta siostrę:

-Mama Anna?

Sister:

-Nie.

Lekarka:

-A Siostra Anna?

Sister:

-Tak.

Lekarka:

A z którego siostra jest roku?

Sister:

-73

Lekarka:

-Myślałam, że była więcej młodsza ode mnie. Pamiętam ją z podstawówki. Pisała wiersze, całkiem dobre.

Sister:

-Nadal pisze.

Sister opowiadała mi później o tym, a ja na to:

-Tak piszę, ale teraz bardziej komercyjnie.

 

'Komercyjnie' nie oznacza, że za pieniądze. Raczej na jakieś różne konkursy, gdzie można coś wygrać.

Ta lekarka jest dwa lata starsza ode mnie. Znam ją raczej  z widzenia. Ale z lat szkolnych niezbyt pamietam. W szkole byłam taką trochę szarą myszką. Nie pamięta mnie wiele z osób, które ja pamiętam. W życiu bym nie pomyślała, że ktoś kogo mało znałam będzie mnie pamiętał. I to z W I E R S Z Y.

Faktycznie pisałam. Od czwartej klasy. Mieliśmy wspaniałą polonistkę, która mnie zachęcała do dalszych prób. Niestety później odeszła z naszej szkoły i od szóstej klasy mieliśmy inną nauczycielkę polskiego. Pamiętam, ze te wiersze wtedy same do mnie przychodziły. Czasem myślałam o czymś i nagle w głowie pojawiał mi się gotowy wiersz. Ale jeśli miałam napisać coś "na zamówienie" niezbyt mi to wychodziło. Niby rymy były, ale jakieś takie sztuczne, częstochwskie, treść taż taka nijaka, bez duszy.

Teraz też tak bywa. Jest konkurs. Siadam do niego z myślą 'Napiszę wierszem' i mi to nie idzie, nawet jak już coś sklecę, to i tak na nagrodę się nie załapię. A innym razem nie w głowie mi rymowanie. Po prostu zastanawiam się co napisać i nagle przychodzi natchnienie. I często jest to strzał w dziesiątkę.

Np: Pod koniec ubiegłego roku był konkurs Pepsi. Trzeba było wymyślić pytanie do Renifera.Na najciekawsze odpowiadał i nagradzał maskotką Ile ja się tych pytań nawymyślałam. Jeden raz udało mi się trafić. Ale maskotki były mi potrzebne trzy (dwie córy i chrześnica) A tu nic. Myślałam o co by tu jeszcze zapytać i... olśnienie. Nie całkiem pytanie ale poskutkowało.

Reniferne płyną dni.

Reniferne mam dziś sny.

Renifery lecą z nieba

Renifera mi potrzeba

I tak wołam: "Reni! Złoty!

Czy ukoisz me tęsknoty?

Trzecia maskotka też wpadła za wiersz, niestety nie zapisałam ich. Nie jestem nawet pewna czy ten dobrze pamiętam

 

 

Komentarzy: 0
Kociaki c. d.

 Kotka jednak wygrała. W dzień jeszcze pół biedy... Siedziała spokojnie z dzieciakami w koszyku, ale w nocy wynosiła je gdzi się tylko dało. A że najbardziej się dało do pokoju Inki, więc rano zwykle znajdowałam je u niej w szafie. Co ciekawe znajdowałam je szybciej od Księżniczki, która nad ranem kazywała się wypuścić na dwór (na jakąś godzinkę, dwie). Po powrocie biegała spanikowana po wszystkich zakamarkach, szukając kociąt tak jakby zapomniała gdzie je zostawiła. Wreszcie skapitulowałam. Wstawiłam do szafy pudełko wyłożone starym kocykiem i niech na razie tak zostanie.

Zdjęć na razie raczej nie będzie. Z prostego powodu - nie potrafię ich wstawić. Zresztą kociaki na razie bardziej przypominają szczurki niż kotki, tylko ogonków nie mają łysych. Ale jak przejrzą na oczka to i uroku nabiorą.... Ten czar kocich oczu....

 

Komentarzy: 2
Kociaki

 I znów nam się zwierzyniec powiększył. Tym razem za sprawą Księżniczki. Nie było to żadną niespodzianką. Od jakiegoś czasu widać było, że nam rodziny przybędzie. Kotka upatrzyła sobie moją szafę. Nawet drzwi się nauczyła otwierać. Jak się wczoraj zaczęła podejrzanie po domu kręcić, pilnowałam żeby drzwi do sypialni były cały czas zamknięte. Więc pierwszy kotek pojawił się w na środku pokoju dziennego. Gdy Księżniczka stwierdziła, że w kwestii sypialni pozostaję nieugięta, zebrała dziecko w zęby i wyniosła się na górę, do kosza w którym zwykle trzymam zapasowe kołdry. Ponieważ na szczęście (dla kołder) zagospodarowały je już wcześniej dziewczyny, w koszu był tylko koc i jakieś dwa jaśki. Do wieczora były tam już 4 kociaki: dwa buraski, rudzielec i czarny rudo nakrapiany. Noc przebiegła spokojnie- nie licząc tego że kocica często sprawdzała pod drzwiami sypialni, czy nie uda jej się dostać do środka. Zaczęło sie wczesnym ranem. Ślubny poszedł do pracy... Zostawił drzwi do sypialki otwarte... Obudziło mnie popiskiwanie od strony szafy (otwartej, a wiem, że wieczorem była zamknieta). W środku był już jeden kociak a mamuśka taszczyła następnego. Zebrałam tałatajstwo przez ręcznik i odniosłam do koszyka. Pojechałam na zakupy, w międzyczasie wstały dziewczyny i przewinęły się przez sypialnię. Po powrocie znów miałam w szafie dwa koty. Znów odniosłam na górę. Ponieważ Księżniczka zaczęła urządzać sobie spacer po domu, z coraz to innym kociakiem w pysku, zniosłam kosz na dół. Teraz mamy kocią rodzinę w dużym pokoju i spokój, bo mi się kooty pod nogami nie plątają. Ale cwaniara o mojej szafie nie zapomniała. Ledwo ktoś otworzy drzwi sypialni kotka sie przy nich materializuje. A niech tylko zostaną nie zamknięte, po chwili mknie z dzieckiem w zębach w stronę zakazanego rewiru.

Komentarzy: 1
Uczciwi gracze???

 Kilka minut po moim wpisie na e-konkursach o tym, że dotarły łyżeczki Mullera dostałam PW.

pytanie użytkownika X: hej mam pytanie czy sprawdzają te z mullera opakowania ??
Czy nie trzeba ich trzymac


moja odpowiedź: do łyżeczek nie trzeba, ale jakbys wygrał rower albo wycieczkę to pewnie będą chcieli
 

odpowiedź użytkownika X: hehe to wystarczy wpasc do sklepu i pospisywac kody ;d

Ja gram uczciwie tj. jak trzeba kupić produkt to go kupuję, jeśli nie stać mnie na zakup nie gram. Nie robię wielkiej afery z tego, że ktoś kombinuje, choć tego nie pochwalam. Ale teraz się wkurzyłam. Nie chodzi o to, że ktoś wygra te łyżeczki, nie wydając pieniędzy na jogurty. Ale o to, że te produkty zostaną w sklepie, kupi je jakiś uczciwy gracz i pewnie zamiast wygranej dostanie komunikat typu: "te kody sa już wykorzystane, zagraj jeszcze raz nowymi kodami".

Takim "uczciwym" graczom życzę samych wycieczek. Niech ich szlag później trafia, że nie kupili produktów jak należy, tylko łaszczyli się na łyżeczki a wycieczka przeszła bokiem. Wieczka, czy opakowania z kodami to nie paragon, nie odkupi się ich.

 

Komentarzy: 0
Pierwsze grzybki

 Sezon grzybowy uważam za rozpoczęty. Dziś nazbierałam pierwszych tegorocznych kurek. Niedużo, ale na smażonkę wystarczyło!

Komentarzy: 3
Samochód

 Wczoraj dotarł model bolidu Kubicy, z konkursu Formuła Hero Kindera. 

Siorka pojechała nad morze. Dzisiaj przysłała mi mms jak się opala na plaży. Ja jej odesłałam zdięcie bolidu z podpisem "Wygrałam samochód"

Komentarzy: 0
Wygrana?

 Nasze miasteczko, jak wiele innych obecnie ma swoje miasto partnerskie. Taka moda? Pod koniec maja odwiedziły nas dzieci z zaprzyjaźnionego miasta z Węgier. Nocleg węgierskim opiekunom zapewniały władze gminne, natomiast dzieci rozlokowano u rodzin polskich uczniów (integracja). Tak się złożyło, że - nie do końca świadomie - zgłosiłam się do przyjęcia dziecka. 

Nie do końca świadomie, bo było to tak: Jakiś czas przed wizytą Inka zaczęła opowiadać o tym, że w szkole szukają osób , które zgodzą sie przyjąć gości, i żebym się zgodziła. Argumenty miała całkiem mądre i przekonujące. Z jej punktu widzenia najważniejsze było, że dzieci, które będą gościły Węgrów w przyszłym roku będą mogły wyjechać na podobną wycieczkę do naszego miasta partnerskiego. Ja właściwie nie miałam nic przeciw temu, ale się bałam. Przyjęcie pod swój dach, nawet na kilka dni, obcego dziecka to jednak spora odpowiedzialność. Tym bardziej, że jedynym sposobem dogadania się był język angielski. Dlatego powiedziałam Ince, że muszę sie zastanowić. Za parę dni wróciła do tematu. akurat byłam czymś zajęta (przed komunią Niki, było sporo spraw do zrobienia). Nie słuchając dokładnie o czym dziecko mówi, odpowiedziałam: "Dobrze, dobrze...". To jej wystarczyło... Jak już powiedziła pani, że mama sie zgodziła nie pasowało się wycofywać.

Ty sposobem parę dni po komuni Niki gościliśmy dziewczynkę z Węgier. Okazałao się, że nie jest to tak kłopotliwe, jak się początkowo wydawało. Goście przyjechali w środę wieczorem, wyjechali w niedzielę rano. Plan pobytu mieli tak zorganizowany, że naszym zadaniem było tylko, dostarczanie dzieci do szkoły i odbieranie, zapewnienie noclegu i śniadania przed wyjściem oraz kolacji przed snem. 

Węgierskim nauczycielkom towarzyszyły nasze anglistki, ze względu na znajomośc języka. Jedną z nauczycielek trochę znam prywatnie. Jak mnie zobaczyła, gdy podwoziliśmy dziewczyny do szkoły wyskoczyła z tekstem: " O! To pani też wylosowała Węgra do domu!" Ja na to: "Nie. dziecko mnie wrobiło", a jedna z matek: "To, tak jak większość z nas"

 

Komentarzy: 0
Koty

 Koty są moimi ulubionymi zwierzakami.

Mój kontakt z blogami zaczął sie właśnie od podczytywania kocich blogów.

Dlatego zamieszczam tu te kilka linków.

Może ktoś będzie mógł jakoś pomóc

ten fragment jest zaczerpnięty z blogu totokotek:

 

Gorąca prośba

W zwiazku z tym, że sytuacja w azylu jest naprawdę podbramkowa, ośmielam się prosić zaglądających tu Gości, by wspomnieli o CK na stronach swoich blogów... Umieścili w nich np. linki prowadzące do CKinformacji. Do wyboru: 

 http://azyl.schronisko.net/ - kocia filia Cichego Kąta 

http://prv.miau.pl/netadopt/ - kandydaci do wirtualnych adopcji

 http://kotototek.blox.pl/html - niniejszy blog
 

 

 

 

 

 

 

Komentarzy: 0
Kasia

 Już sama nie wiem jak to nazwać: -zboczenie zawodowe, - fiś, -wariactwo.

Wczoraj stojąc w kolejce przy kasie z nudów przyglądałam się zakupom, jakie wykładała kobieta przede mną. W pewnym momencie o mało nie wzięłam do ręki margaryny, którą wyłożyła na taśmę. Kasia w odmienionym opakowaniu, i byłam prawie pewna, że widziałam jakiś napis o nagrodach. No cóż, jeszcze nie jest ze mna tak żle, żebym cudze zakupy macała, wracać od kasy już się nie chciałam. Ale dzisiaj w sklepie najpierw poszłam margaryny pooglądać. I faktycznie jest nowa promocja. Trzeba kupić dwie Kasie, zachować paragon i wysłac sms. Nie kupiłam , bo zaczyna się od 1 lipca. Ale oko na promocje to jednak mam....

Komentarzy: 1
Cukierki - papierki

Zwykle gdy zaczyna się sezon letni, zaczynam nosić do pracy cukierki. Chętnie wszystkich nimi częstuję, ale każdy słyszy: 'One są w opakowaniu zwrotnym, papierki do zwrotu'. Ci co mnie znają już nawet nie pytają po co mi to. A innym muszę tłumaczyć, że to do konkursu Wawela. Reakcje sa różne....

W zeszłym roku jeden z kolegów jak usłyszał, że zbieram na DVD stwierdził, iż taniej byłoby kupić. Może taniej, ale nie byłoby tej przyjemności, a poza tym do kogo by wtedy na cukierki przychodził.

Innym razem kumpel, z tych "wiedzących", zjadł cukierka i papierek wyrzucił do kosza. Spojrzł na mnie i... "O kurde zapomniałem!" Wszedł do tego kosza i go wyciągnął. Kosz był 1.5 metra wysoki, wyrzucaliśmy do niego piankę, w którą zapakowane były montowane elementy.

Ślubny też miał przygody z papierkami. Najpierw się koledzy podśmiewali, że papierki zbiera, później dali spokój. On cukierki zostawiał na stoliku w jadalni, koledzy jedli a papierki mu zostawiali. Raz wchodzi na przerwę a tam jeden z kumpli w koszu grzebie (takim zwykłym, na śmieci). Wszyscy go pytają co robi, a on na to: "Zjadłem trochę cukierków, zapomniałem się, zebrałem papierki i wyrzuciłem. I teraz wybieram."

A jak ślubny się pochwalił, wygranym DVD stwierdzili, że powinien im teraz coś 'odpalić' za to, że mu pomagali te cukierki zjeść.

 

Komentarzy: 3
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |