iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Mam mądre koty

Anka dziś obudziła się późno, wstać jej się nie chciało, więc leżała sobie w łóżku nasłuchując co tam rodzinka wyprawia. Najpierw ktoś grzebał w lodówce, nastawił mikrofalówkę, później rozległ się dźwięk zakończenia programu i Anka usłyszała jak ktoś otwiera i zamyka piecyk. Po domu rozszedł się zapach podgrzanej kiełbasy. Ale to nie zwykła kielbasa, to kiełbasa-rewelacja. Po prostu cud-miód-malina. ("swojska" robina przez kolegę kolegi, Anka tylko dzięki tej znajomości znalazła się w gronie odbiorców tego cuda) Ten cudowny zapach wyciągnął Ankę z łóżka. Parę minut zajęło jej ubranie się i parę innych czynności w łazience. Kiedy weszła do kuchni okazało się, że nikogo tam nie ma, podobnie jak w dużym pokoju. Dziewczyny były w swoich pokojach, a ślubny na dworze gapił się na gołębie. Natomiast w dużym pokoju na kanapie urzędowały koty zajadając się kawałkiem kiełbasy. Właściwie zajadała się Księżniczka, a Garfield z Panterką czatowały aż mama się naje albo raczej zagapi. Anka rzuciła się ratować ową rewelacyjną kiełbasę z kocich rąk (a właściwie pysków). Wyrwała, stwierdziła, że ciepła i wtedy trochę się opamiętała. Przecież nie będzie po zwierzakach dojadać! Ostatecznie podzieliła wędlinę sprawiedliwie na wszystkie trzy koty i rozpoczęła śledztwo, kto zagrzał kiełbasę i następnie dał kotom.

Okazało się, że Anka ma bardzo mądre, szkolone koty. Same wyjęły z lodówki kiełbasę, same podgrzały, same z mikrofalki wyjęły i zaczęły spożywać. Innego winnego nie ma. Nikt się nie przyznał zarówno do specjalnego, jak i przypadkowego dokarmiania kotów.

Komentarzy: 2
A dla miłośników moich kotków

 

Komentarzy: 1
Psy

 Tak mi się teraz przypomniało. Ostatnio do centrum jeździmy ok. godz. 9-10 -tej. Ale podczas roku szkolnego codziennie woziliśmy dziewczyny na ósmą. I kiedyś zwróciłam uwagę ile po ulicach naszego miasteczka biega psów. Przeważnie rasowych. W późniejszych godzinach ich nie widać. Z początku mnie to zdziwiło. Dopiero po kilku dniach się połapałam. Te psy są z rana wypuszczane 'za potrzebą'. I taka myśl mnie naszła.

"Jak ktoś mieszka w bloku to nie ma gdzie zwierzaka wyprowadzić. Ale w domu jednorodzinnym? Z własnym kawałkiem ogródka czy placu? Pies wypuszczony na chodnik? Nie wiem co bardziej świadczy o właścicielu? Czysta posesja, czy psie kupy na chodniku przed tą posesją?"

A mieszkam w małym mieście. Fakt, że z tradycjami, ale praktycznie bez bloków, same domki. Może na moje zdziwienie wpływa fakt, że ta część miasta, w której ja mieszkam kiedyś była wsią, wcieloną w miasto zaledwie parę lat przed moim urodzeniem. I mam jeszcze "wiejskie" nawyki. I dobry gospodarz za swoje zwierzęta odpowiada, i za ich odchody też. U moich rodziców kury "robiły" na podwórko. Ale było to nasze podwórko, a nie droga czy plac sąsiadów. 

Komentarzy: 1
Zdjęcia

 Udało mi się wstawić kilka fotek.

Wielkie dzięki Willow.

Kociętom zaczynają się oczka rozklejać. Ale tak się wiercą, że nie udało mi się zrobić zdięcia tym ślicznym ślepkom. Ale nic straconego. Na razie mam inny problem, bo nawet jest chętny na jednego kociaka (jak się odchowie). A dziewczyny zapowiedziały, że nie oddadzą. Wszystkie ich, wszystkie ładne i wszystkie kochane. Ja tam i tak swoje wiem. Hodowli kotów nie mam zamiaru zakładać. 

Ale na zdjęciach widać jak szybko rosną. Niby się wydają takie malutkie. A przecież jak się urodziły były o połowę mniejsze niż teraz.

Komentarzy: 1
Zaczynają widzieć

 

Komentarzy: 1
Już w szafie

 

Komentarzy: 5
Jeszcze w koszu

 

Komentarzy: 3
Kociaki c. d.

 Kotka jednak wygrała. W dzień jeszcze pół biedy... Siedziała spokojnie z dzieciakami w koszyku, ale w nocy wynosiła je gdzi się tylko dało. A że najbardziej się dało do pokoju Inki, więc rano zwykle znajdowałam je u niej w szafie. Co ciekawe znajdowałam je szybciej od Księżniczki, która nad ranem kazywała się wypuścić na dwór (na jakąś godzinkę, dwie). Po powrocie biegała spanikowana po wszystkich zakamarkach, szukając kociąt tak jakby zapomniała gdzie je zostawiła. Wreszcie skapitulowałam. Wstawiłam do szafy pudełko wyłożone starym kocykiem i niech na razie tak zostanie.

Zdjęć na razie raczej nie będzie. Z prostego powodu - nie potrafię ich wstawić. Zresztą kociaki na razie bardziej przypominają szczurki niż kotki, tylko ogonków nie mają łysych. Ale jak przejrzą na oczka to i uroku nabiorą.... Ten czar kocich oczu....

 

Komentarzy: 2
Kociaki

 I znów nam się zwierzyniec powiększył. Tym razem za sprawą Księżniczki. Nie było to żadną niespodzianką. Od jakiegoś czasu widać było, że nam rodziny przybędzie. Kotka upatrzyła sobie moją szafę. Nawet drzwi się nauczyła otwierać. Jak się wczoraj zaczęła podejrzanie po domu kręcić, pilnowałam żeby drzwi do sypialni były cały czas zamknięte. Więc pierwszy kotek pojawił się w na środku pokoju dziennego. Gdy Księżniczka stwierdziła, że w kwestii sypialni pozostaję nieugięta, zebrała dziecko w zęby i wyniosła się na górę, do kosza w którym zwykle trzymam zapasowe kołdry. Ponieważ na szczęście (dla kołder) zagospodarowały je już wcześniej dziewczyny, w koszu był tylko koc i jakieś dwa jaśki. Do wieczora były tam już 4 kociaki: dwa buraski, rudzielec i czarny rudo nakrapiany. Noc przebiegła spokojnie- nie licząc tego że kocica często sprawdzała pod drzwiami sypialni, czy nie uda jej się dostać do środka. Zaczęło sie wczesnym ranem. Ślubny poszedł do pracy... Zostawił drzwi do sypialki otwarte... Obudziło mnie popiskiwanie od strony szafy (otwartej, a wiem, że wieczorem była zamknieta). W środku był już jeden kociak a mamuśka taszczyła następnego. Zebrałam tałatajstwo przez ręcznik i odniosłam do koszyka. Pojechałam na zakupy, w międzyczasie wstały dziewczyny i przewinęły się przez sypialnię. Po powrocie znów miałam w szafie dwa koty. Znów odniosłam na górę. Ponieważ Księżniczka zaczęła urządzać sobie spacer po domu, z coraz to innym kociakiem w pysku, zniosłam kosz na dół. Teraz mamy kocią rodzinę w dużym pokoju i spokój, bo mi się kooty pod nogami nie plątają. Ale cwaniara o mojej szafie nie zapomniała. Ledwo ktoś otworzy drzwi sypialni kotka sie przy nich materializuje. A niech tylko zostaną nie zamknięte, po chwili mknie z dzieckiem w zębach w stronę zakazanego rewiru.

Komentarzy: 1
Koty

 Koty są moimi ulubionymi zwierzakami.

Mój kontakt z blogami zaczął sie właśnie od podczytywania kocich blogów.

Dlatego zamieszczam tu te kilka linków.

Może ktoś będzie mógł jakoś pomóc

ten fragment jest zaczerpnięty z blogu totokotek:

 

Gorąca prośba

W zwiazku z tym, że sytuacja w azylu jest naprawdę podbramkowa, ośmielam się prosić zaglądających tu Gości, by wspomnieli o CK na stronach swoich blogów... Umieścili w nich np. linki prowadzące do CKinformacji. Do wyboru: 

 http://azyl.schronisko.net/ - kocia filia Cichego Kąta 

http://prv.miau.pl/netadopt/ - kandydaci do wirtualnych adopcji

 http://kotototek.blox.pl/html - niniejszy blog
 

 

 

 

 

 

 

Komentarzy: 0
1 | 2 |