iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Hurtownicy i zazdrośnicy

 Anka do hurtowników nie należy, nie wysyła setek zgłoszeń i wygrywa mało (jeśli wogóle). Owszem wysyła po kilka, czasem kilkanaście zgłoszeń, zdarza jej się grać na rodzinę, ale nadwyżek promocyjnych zakupów nie sprzedaje. Po prostu ich nie ma, kupuje tylko tyle, ile jest w stanie zużyć wraz z rodziną.

Czy w takim razie Anka jest zazdrośnikiem? W pewnym sensie tak. Zazdrości hurtownikom, ale nie wygranych a raczej  odwagi. Ona sama nie podjęłaby ryzyka zainwestowania kilkuset (?) złotych w nadzieję na wygraną. Co prawda jej szanse pewnie znacznie by wzrosły, ale to tylko loteria, stuprocentowej gwarancji wygranej nikt nie daje. Anka woli wysłać jedno zgłoszenie, mieć spokój i później cieszyć się z ewentualnej wygranej (nawet drobnej), niż wysłać ich kilkaset, martwić się czy coś wylosuje a potem jeszcze czy wygrane uda się sprzedać tak żeby na tym zarobić, a przynajmniej odzyskać wydatki. 

Jej uczucia co do hurtowników są mieszane. Z jednej strony uważa, że każdy orze jak może i jeśli ktoś sporo inwestuje to powinien też dużo wygrywać, jeśli gra uczciwie. Trochę ich podziwia i za odwagę i za sposób radzenia sobie w życiu. Z drugiej strony kiedy widzi setne wyniki, gdzie lwią część nagród zgarniają wciąż te same osoby, taka myśl ją dopada "Ludzie opamiętajcie się,  odpuśćcie chociaż jeden konkurs, niech od czasu do czasu ktoś inny wygra".

Komentarzy: 3
Nie jestem głodny

 Konkomaniaków możnaby podzielić na dwie, a właściwie trz grupy. Tych co grają dla zysku, tych co grają dla zabawy i tych co grają, bo muszą.
Ci pierwsi grają o wszystko, co da się sprzedać. Ci drudzy grają o wszystko, co może się w przydać (jeśli nie im to rodzinie lub znajomym). Ci trzeci grają tylko o to, czego potrzebują. W związku z tym mają pretensje do pozostałych dwóch grup o to, że grają i zabierają im wygrane. Wystarczy, że ktoś pochwali się wygraną, dodając "sprzedam", "wymienię", "po co mi to", zaraz jakiś "potrzebujacy" wyskakuje z komentarzem typu "to po co o to grałeś", 
"zachłanność", "kto inny tego potrzebuje i nie wygrał przez takich jak ty".
Ance zdanie "Ja gram tylko o to czego potrzebuję" przypomina "Nie, dziękuję, naprawdę nie jestem głodny" z tego dowcipu o studentach (Jakie jest najwieksze studenckie kłamstwo?). Jej zdaniem, jesli ktoś może sobie pozwolić na luksus czekania, aż wygra jakąś konkretną rzecz, to widocznie ta rzecz nie jest mu tak bardzo potrzebna. 
Jak Ance coś jest potrzebne to idzie i to kupuje, nie zawsze nowe i najnowocześniejsze, takie na jakie ją w danym 
momencie stać. Oczywiście mogłaby pieniadze wydane na zakup przeznaczyć np. na losy, czy konkursy , w których daną 
rzecz można wygrać. Ale sęk w tym, że jej jest potrebny ten przedmiot a nie nadzieja, że kiedyś go wygra.
W ciągu kilkunastu lat zabawy w konkursy, Ance tylko raz zdarzyło się wygrać, coś co potrzebowała. Otóż uzbierało się jej trochę płyt DVD, głównie za sprawą konkursów (nie grała o nie, ale tak jakoś się trafiały,jako nagrody pocieszenia). Tyle że nie miała odtwarzacza i faktycznie udało jej się ten odtwarzacz wygrać. Ale tu odezwało się zezowate szczęście Anki, wygrała dokładnie tydzień po tym jak już kupiła DVD w jakiejś wyprzedaży czy przecenie za 1/3 sklepowej wartości. Tak więc ta wygrana już nie była jej tak potrzebna. I wogóle większość wygranych Anki to rzeczy przydatne, lub takie, które bardzo chciała mieć, ale nie mogła sobie na nie pozwolić.
A gdyby taki "potrzebujący" stwierdził: "Gram tylko o to co mi się przydaje" lub "Nie gram o zbędne" brzmiało by to o wiele lepiej i mniej roszczeniowo.


 

Komentarzy: 0
Wygrana Niki

 Anka co miesiąc wysyła kilka, czasem kilkanaście sms-ów na różne konkursy gazetowe. Z raczej mizernym efektem. W ciągu kilku lat wygrała zaledwie parę razy, średnio może raz na rok. Niedawno Anka wysłała sms-y na konkursy z Piękna TV (jeden z rozwiązaniem krzyżówki, jeden na konkurs gdzie do wygrania były gry PC dla dzieci). Jakieś dwa dni później Nika przeglądając gazetę znalazła ten konkurs. Spytała Ankę czy może wziąć w nim udział. Anka oczywiście się zgodziła, i nawet pomogła dziecku napisać sms-a. 

Dziś do Niki ktoś zadzwonił. Tak się złożyło, że dziecko było w innym pokoju, więc Anka go zawołała i zerknęła na wyświetlacz, żeby sprawdzić kto zacz. Numer był obcy, więc uznała, że lepiej będzie jak sama odbierze. Okazało się, że Nika wylosowała grę. 

Anka oczywiście bardzo się cieszy szczęściem dziecka, ale sama jeszcze przez parę godzin zerkała na swój telefon z nadzieją, że też zadzwoni. 

Anka od czterech albo i pięciu miesięcy nic nie wygrała w konkursach gazetowych, a Nika wysłała pierwszego sms-a i już trafiony.

Szczęście początkującego?

A może to znak, że Anka powinna odejść na konkursową emeryturę?

Komentarzy: 0
pan chłodek

 

Komentarzy: 0
Konkurs timotei

Niedawno rozpocząl się nowy konkurs - promocja Timotei. Do wygrania trzy samochody i ponad tysiąc sześćset szlafroków. Wystarczy kupić jeden produkt, zachować paragon i wysłać sms. Wydawałoby się, że łatwo jest trafić nagrodę. No cóż... Samochody dostaną osoby, które prześlą odpowiedź na pytanie "Jak podkreślasz piękno swoich włosów?". Oczywiście odpowiedź musi się spodobać jury. Tyle, że to już 2 sms-y: jedenze zgłoszeniem, drugi z odpowiedzią. Żeby zdobyć szlafrok trzeba się więcej postarać. Szlafroki są do wygrania co dziesięć minut między, codziennie między godziną 12.00 a 18.00. Sms musi dotrzeć do organizatora jako pierwszy w każdej dziesiątej minucie. Oczywiście na każde kolejne zgłoszenie musi być paragon. A co z tymi, co mogą grać tylko wczesnym rankiem lub późnym wieczorem? Ich sprawa, nie organizatora.
Co robią konkursomaniacy? Kupują szampony i ślą smsy. Wymiatacze kupują kilkadziesiąt (conajmniej) i ślą co dziesięć minut, po kilku próbach wyłapują czas kiedy słać i zgarniają sporą część z puli. Szaraczki kupują jeden produkt, ślą zgłoszenie, nie trafiają, kupują kolejny szampon, znów ślą i tak do skutku. Jest szansa, że za którymś razem trafią. 
Co robi Anka? Anka kupiła dwa szampony. Wystarczą jej na dwa miesiące. Wysłała dwa smsy i nie wygrała. Jeszcze może kupi ze dwa i wyśle. Jak wygra będzie się cieszyć. Jak nie wygra też będzie się cieszyć, że nie została bez nagrody ale za to z zapasem szamponów na cały rok.
Organizatorzy też będą się cieszyli, sprzedaż wzrośnie a przecież o to chodziło.

 

Komentarzy: 0
Czuję się oszukana

Przeglądając wyniki kolejnego losowania, w którym większość wygranych znów trafiła do kilku osób, tych samych w kolejnej już promocji, czuję się zrobiona w konia. Właściwie nie mam o to do nikogo pretensji, bo zresztą do kogo? Do tych co wygrali? Grają to mają, jeśli przestrzegają regulaminu , to im się należy. Do organizatorów? Przecież oni tych nagród nie przyznają według własnego widzimisię i jeśli laureat spełnia wszystkie wymogi regulaminu nie mogą go tak po prostu odrzucić, bo "ten pan już dość wygrał". Zresztą promocje są organizowane po to aby wzrosła sprzedaż produktu. Gdyby zaczęto odrzucać zawodowych graczy Ci przestaliby tyle kupować i cel nie zostałby osiągnięty. Do losu? O to,że tych moich kilku zgłoszeń nie dojrzał wśród tysięcy? Nie, raczej mogłabym mić pretensje gdybym wysłała kilkaset zgłoszeń i los by je złośliwie ominął, przyznając nagrody tym co wysłali po jednym.

Więc dlaczego czuję się oszukana?

I co gorsza nawet nie przeszkadza mi to, że ja nie wygrałam, ale to, że znów wygrały te same osoby.

 

Komentarzy: 0
Jak wygram ...

 Ślubny odbiera telefon. Mam swoją robotę w kuchni, więc właściwie nie interesuje mnie co on robi. Ale słyszę głos: "Gdzie długopis?" W pokoju na półce stoi kubek w którym zawsze jest kilka długopisów. Widocznie jakimś niepojętym sposobem wszystkie "wyszły". Zaglądam do pokoju. Ślubny już znalazł długopis, mój, leżący zawsze przy komputerze. Zerkam w stronę kubka, jest na miejscu, jego zawartość też. Tymczasem ślubny zaczyna coś pisać na karteluszku. Notes leży koło kubka i też jest na miejscu. Przyglądam się świstkowi, na którym bazgrze ślubny. "Zostaw to , to paragon" Nie reaguje. "Jak ten paragon przepadnie a wygram samochód to Cię zabiję" -mówię i wracam do kuchni. Po kilku minutach wracam do pokoju. Paragon leży tam skąd ślubny go zabrał (przy komputerze), ale długopisu brak. Pytam ślubnego gdzie mój długopis: "Nie wiem, nie brałem" Długopis zanalazłam na oknie. 

Ślubnemu zawsze przeszkadza bałagan w moim kącie przy kompie, ale jak tylko coś mu potrzebne, to zamiast wziąć to ze "swojego" miejsca szuka u mnie.

A swoją drogą, gdybym tak rzeczywiście trafiła główną wygraną, to ciekawe jak komisja potraktowałaby paragon, na odwrocie którego jest zapisany jakiś numer telefonu?

Komentarzy: 0
styl.pl

 

Komentarzy: 0
medigo

 

Komentarzy: 0
Poradnik Domowy - najlepszy kosmetyk

 

Komentarzy: 0
1 | 2 |