iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

A dla miłośników moich kotków

 

Komentarzy: 1
konkursy

 To miał być blog o konkursach a zaczyna się robić o wszystkim...

Dlatego teraz tylko kilka notek związanych z konkami.

1. Konkursy na ekranie

Nie biorę w nich udziału, ale obecnie pełno ich na niemal kązdym programie. Czasem zdarza mi się patrzeć i wyłapać cos ciekawego.

Parę dni temu oglądałam Star Trek na Pulsie, później leciał jakiś program w stylu "proste zadanie a nikt nie dzwoni i te pieniądze czekają na Ciebie". Ja zajęłam się internetem, ale w tle leciał telewizor. Panienka z ekranu zachęcała ludzi by zgadli hasło z koperty, ułożone z z liter słowa BATERYJKA. W pewnym momencie słyszę, ze dzwoni jakaś kobieta i podaje wyraz: "jebaka". Oczywiście to nie było to hasło, ale jako spełniające warunki zadania zostało zapisane na tablicy. I panienka co parę minut odczytywała je wraz z innymi zapisanymi na tablicy.

2. Kuferki

Dotarły dzisiaj kuferki za papierki z Wawela. Po jednym dla mnie i dla moich dwóch sióstr. Jedna siostra mieszka z mamą, a druga zadzwoniła żeby się pochwalić.

Mama zaraz pyta się mnie a gdzie kuferek dla niej. Moja odpowiedź:

Zabrakło.

M: Jak to? Kuferków brakło?

J: Nie. Papierków brakło.

M: To trzeba było powiedzieć. Dałabym ci pieniądze na cukierki.

J: No tak. Zamiast kupić cukierki, zjeść i przynieść papierki, zebym wysłała, to wy byście chciały, zebym sama te cukierki zjadała i jeszcze torebki wam wygrywała. A same je sobie zjedzcie niech i wam pupy rosną.

3. Iwoman

Obecnie mamy tu świetny konkurs. Tylko trochę trudno w nim wziąć udział bo pytania się nie zmienają. Poprzednie pytanie wisaiało mi dwa tygodnie. Obecnie mam pytanie z ubiegłego tygodnia a aktualnego oczywiście nie widzę.

4.Kasia, Danie w 5 minut, Winiary i reszta

Zaczynam coraz bardziej tęsknić do dawnych czasów, kiedy trzeba było produkt kupić, zużyć i wysłać opakowanie, żeby móc wziąć udział w konkursie. Obecnie coraz więcej promocji jest przeprowadzane w taki sposób, że zwykle wygrywają  (i to często na całe rodziny) osoby, które mają możliwość kupna dużej ilości produktów promocyjnych, ale nie do zużucia tylko dalszej odsprzedaży, lub na potrzeby prowadzonych przez nich firm. Przeciętny zjadacz jak ja nie ma szans na wygraną z takimi gigantami. Zazwyczaj odbija się to w ten sposób, że nabieram niechęci do produktu. I nawet nie chodzi o to, że JA nie wygrałam, ale o to, że z puli wygranych często niemal połowa trafia do pewnej grupy osób o nazwiskach powtarzających się we wszystkich innych tego typu promocjach.

Komentarzy: 3
Psy

 Tak mi się teraz przypomniało. Ostatnio do centrum jeździmy ok. godz. 9-10 -tej. Ale podczas roku szkolnego codziennie woziliśmy dziewczyny na ósmą. I kiedyś zwróciłam uwagę ile po ulicach naszego miasteczka biega psów. Przeważnie rasowych. W późniejszych godzinach ich nie widać. Z początku mnie to zdziwiło. Dopiero po kilku dniach się połapałam. Te psy są z rana wypuszczane 'za potrzebą'. I taka myśl mnie naszła.

"Jak ktoś mieszka w bloku to nie ma gdzie zwierzaka wyprowadzić. Ale w domu jednorodzinnym? Z własnym kawałkiem ogródka czy placu? Pies wypuszczony na chodnik? Nie wiem co bardziej świadczy o właścicielu? Czysta posesja, czy psie kupy na chodniku przed tą posesją?"

A mieszkam w małym mieście. Fakt, że z tradycjami, ale praktycznie bez bloków, same domki. Może na moje zdziwienie wpływa fakt, że ta część miasta, w której ja mieszkam kiedyś była wsią, wcieloną w miasto zaledwie parę lat przed moim urodzeniem. I mam jeszcze "wiejskie" nawyki. I dobry gospodarz za swoje zwierzęta odpowiada, i za ich odchody też. U moich rodziców kury "robiły" na podwórko. Ale było to nasze podwórko, a nie droga czy plac sąsiadów. 

Komentarzy: 1
Zdjęcia

 Udało mi się wstawić kilka fotek.

Wielkie dzięki Willow.

Kociętom zaczynają się oczka rozklejać. Ale tak się wiercą, że nie udało mi się zrobić zdięcia tym ślicznym ślepkom. Ale nic straconego. Na razie mam inny problem, bo nawet jest chętny na jednego kociaka (jak się odchowie). A dziewczyny zapowiedziały, że nie oddadzą. Wszystkie ich, wszystkie ładne i wszystkie kochane. Ja tam i tak swoje wiem. Hodowli kotów nie mam zamiaru zakładać. 

Ale na zdjęciach widać jak szybko rosną. Niby się wydają takie malutkie. A przecież jak się urodziły były o połowę mniejsze niż teraz.

Komentarzy: 1
Zaczynają widzieć

 

Komentarzy: 1
Już w szafie

 

Komentarzy: 5
Jeszcze w koszu

 

Komentarzy: 3
Kilka słów o pisaniu wierszy.

 Sister była z córką u lekarza. Z pewnych względów zmieniała przychodnię. Lekarka spojrzała na nazwisko dziecka i pyta siostrę:

-Mama Anna?

Sister:

-Nie.

Lekarka:

-A Siostra Anna?

Sister:

-Tak.

Lekarka:

A z którego siostra jest roku?

Sister:

-73

Lekarka:

-Myślałam, że była więcej młodsza ode mnie. Pamiętam ją z podstawówki. Pisała wiersze, całkiem dobre.

Sister:

-Nadal pisze.

Sister opowiadała mi później o tym, a ja na to:

-Tak piszę, ale teraz bardziej komercyjnie.

 

'Komercyjnie' nie oznacza, że za pieniądze. Raczej na jakieś różne konkursy, gdzie można coś wygrać.

Ta lekarka jest dwa lata starsza ode mnie. Znam ją raczej  z widzenia. Ale z lat szkolnych niezbyt pamietam. W szkole byłam taką trochę szarą myszką. Nie pamięta mnie wiele z osób, które ja pamiętam. W życiu bym nie pomyślała, że ktoś kogo mało znałam będzie mnie pamiętał. I to z W I E R S Z Y.

Faktycznie pisałam. Od czwartej klasy. Mieliśmy wspaniałą polonistkę, która mnie zachęcała do dalszych prób. Niestety później odeszła z naszej szkoły i od szóstej klasy mieliśmy inną nauczycielkę polskiego. Pamiętam, ze te wiersze wtedy same do mnie przychodziły. Czasem myślałam o czymś i nagle w głowie pojawiał mi się gotowy wiersz. Ale jeśli miałam napisać coś "na zamówienie" niezbyt mi to wychodziło. Niby rymy były, ale jakieś takie sztuczne, częstochwskie, treść taż taka nijaka, bez duszy.

Teraz też tak bywa. Jest konkurs. Siadam do niego z myślą 'Napiszę wierszem' i mi to nie idzie, nawet jak już coś sklecę, to i tak na nagrodę się nie załapię. A innym razem nie w głowie mi rymowanie. Po prostu zastanawiam się co napisać i nagle przychodzi natchnienie. I często jest to strzał w dziesiątkę.

Np: Pod koniec ubiegłego roku był konkurs Pepsi. Trzeba było wymyślić pytanie do Renifera.Na najciekawsze odpowiadał i nagradzał maskotką Ile ja się tych pytań nawymyślałam. Jeden raz udało mi się trafić. Ale maskotki były mi potrzebne trzy (dwie córy i chrześnica) A tu nic. Myślałam o co by tu jeszcze zapytać i... olśnienie. Nie całkiem pytanie ale poskutkowało.

Reniferne płyną dni.

Reniferne mam dziś sny.

Renifery lecą z nieba

Renifera mi potrzeba

I tak wołam: "Reni! Złoty!

Czy ukoisz me tęsknoty?

Trzecia maskotka też wpadła za wiersz, niestety nie zapisałam ich. Nie jestem nawet pewna czy ten dobrze pamiętam

 

 

Komentarzy: 0
Kociaki c. d.

 Kotka jednak wygrała. W dzień jeszcze pół biedy... Siedziała spokojnie z dzieciakami w koszyku, ale w nocy wynosiła je gdzi się tylko dało. A że najbardziej się dało do pokoju Inki, więc rano zwykle znajdowałam je u niej w szafie. Co ciekawe znajdowałam je szybciej od Księżniczki, która nad ranem kazywała się wypuścić na dwór (na jakąś godzinkę, dwie). Po powrocie biegała spanikowana po wszystkich zakamarkach, szukając kociąt tak jakby zapomniała gdzie je zostawiła. Wreszcie skapitulowałam. Wstawiłam do szafy pudełko wyłożone starym kocykiem i niech na razie tak zostanie.

Zdjęć na razie raczej nie będzie. Z prostego powodu - nie potrafię ich wstawić. Zresztą kociaki na razie bardziej przypominają szczurki niż kotki, tylko ogonków nie mają łysych. Ale jak przejrzą na oczka to i uroku nabiorą.... Ten czar kocich oczu....

 

Komentarzy: 2